Po ósme- umarłam

Zdarzyło się wczoraj tak, że zostałam w domu sama. Z synem. W wieku niemowlęcym. Córeczka wyemigrowała na noc do dziadków. Małż zagranicą niedaleką przebywa.
Bosko.
Wieczorem postanowiłam się porozpieszczać. Upiekłam sobie pizzę tylko dla siebie. Długo nad tym myślałam. Czy mi się chce. Ale fakt, że mogłam dodać cebulę, bazylię, pomidora i inne dodatki, które reszta rodziny bojkotuje, sprawił, że postanowiłam jednak popracować nad zrobieniem sobie dobrze.
Uśpiłam syna.
Nalałam lampkę wina.
Ubrałam okulary, coby marnować czas przy kompie bardziej komfortowo.

Postanowiłam wziąć szybki prysznic, żeby później się tym nie stresować, bo nigdy nie wiadomo,kiedy i w jakim humorze dziecię się obudzi.
I wychodząc z łazienki usłyszałam otwieranie drzwi. Umarłam z przerażenia. Było trochę przed 10 p.m., ani pora na gości, ani na zabłąkanego na moim odludziu człowieka szukającego czegoś.

Nie jestem specjalnie strachliwa. Wczoraj wichry i burze, dodawały bardziej klimatycznego nastroju. W połączeniu z zaskoczeniem i dość późną jednak porą wizyty, dało to efekt jakiego dawno nie doświadczyłam.

Jak już, po trwającej jakieś sto dwanaście lat chwili umarnięcia, usłyszałam ojca własnego, mówiącego, że przyjechał sobie na mecz, bo on nie ma tego kanału.
Wiem, że zwyczaj nie zamykania drzwi wejściowych jest dziwny, ale ja tak mam. I wcale mi nie przeszkadza.
Po meczu, wychodząc tatko przypomniał cobym się zamknęła, bo widok mojej miny był bezcenny, ale kolejnym razem umrzeć mogę bardziej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s