Takie tam przy kawie

Blogger podrzucił mi jakiś nowy pulpit nawigacyjny. Dziwne. Ale OK. Mniejsza o to.

Małż zaproponował wyjazd na weekend. Z okazji zbliżającej się rocznicy ślubu. Ale tadam… z dziećmi, to parku rozrywki. Doprawdy taki wyjazd to marzenie każdej kury domowej, spędzającej 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu na karmieniu, usypianiu, myciu i wymyślaniu rozrywek dzieciakom.
Jest doprawdy wybitny.
Kilka miesięcy temu w ramach umożliwienia mi rozrywki po całym dniu z dziećmi, wysłał mnie do kina. Z dzieckiem. Na Gnomeo i Julia.
Idealna rozrywka dla odmiany po disney chanel czy innym cartoon network.

Dlaczego ten facet nie wpadnie na to, żeby mnie wysłać na weekend do jakiegoś SPA w okolicach Szczecina? I nie, nie jest to dlatego, że nie mówię. Ja mówię. Ale on ma to gdzieś.

Marzę o drukarce- dostaję pierścionek.

Kupujemy samochód. Mam swoje typy. Ale jak się okazuje nie są brane pod uwagę. Kupuje coś. Dlaczego to akuratnie kupiłeś? No bo przecież Ty chciałaś. Chociaż nawet  marka mi przez głowę nie przeszła.

Altankę kupimy. Bzdura, na cholerę Ci altanka, jak i tak leżysz wyłącznie na sofie z pilotem od telewizora i laptopem? Kupił.Mój ojciec przyjeżdża i pyta po co  nam ta altanka. Mówię, że nie wiem, nie widzę zastosowania. Małż oburzony, jak to przecież sama chciałaś altankę.

Coś sobie ubzdura, wymyśli i jest święcie przekonany, że spełnia marzenia innych. Nie idzie przetłumaczyć. Identyczna jest moja teściowa. Kiedyś uszczęśliwiła nas huśtawką ogrodową. Mieliśmy już huśtawkę, drewnianą, wkopaną w ziemię, sporą. Ale uparła się, że nam kupi. Ze dwa tygodnie obydwoje przekonywaliśmy ją, że nie potrzebujemy, że mamy, że taka metalowa z poduszkami to dla nas kłopot, bo nie mamy gdzie jej schować po sezonie. Że dwie huśtawki to za wiele na tym skrawku trawnika. I… chwila napięcia, werble i tak dalej… pewnej soboty zadzwoniła ze sklepu ogrodniczego, żeby przyjechać po huśtawkę. Absolutnie szczęśliwa i dumna z siebie, że zrobiła nam zachwycający prezent.

Takich przypadków jest oczywiście na pęczki. Ja nie wiem jak można z tym walczyć. Ale moja frustracja się kumuluje. Ryczeć mi się chce przy każdej takiej akcji. Teraz nawet jeśli dotyczy jogurtu, którego nie lubię.

Reklamy

10 thoughts on “Takie tam przy kawie

  1. hmmm… ja tam nie wiem… ale w takim razie powinnaś sobie zacząć prezenty robić sama! ZANIM ich realizacją zajmie się małż.
    – Kochanie jadę do SPA. Wiesz, że o tym marzyłam.
    Cieszę się, że taki masz cudowny pomysł, żeby mnie tam posłać. I uśmiech nr 45 ;-))
    – Kochanie jaki cudowny prezent dla mnie wymyśliłeś! Ten pierścionek, który ostatnio mi pokazywałeś gdy przechodziliśmy obok jubilera… to spełnienie moich marzeń! Uśmiech nr 38 ;-))

    Może tak? Podstępem go?! ;-))

  2. Oj Jana, nie o prezenty chodzi przecie. Chodzi o to, że chciałabym być zauważona i wysłuchana. A co do gwoździa… Prosiłam przez rok o piaskownicę z kilku desek dla starszego dziecięcia. Aż pięknego pewnego dnia zadzwonił szwagier i powiedział „zrobiłem ci piaskownice, może on sobie ją chociaż przewiezie” 🙂 .

  3. Historia z wyjazdem przypomniala mi historie mojej przyjaciolki.
    Dziecko nieco podrosniete (w okolicach roku), na tyle, ze wreszcie mozne je podrzucic tesciom/rodzicom. I zapytala malzonka „moze pojechalibysmy gdzies na weekend, jak kiedys?” Na co ten ze szczerym usmiechem i wielkim zdziwieniem odparl „Bez dziecka??? Bez dziecka bedzie nudno”. Dziewczyna poczula sie jakby dostala w twarz. Pobyli ze soba jeszcze pare miesiecy. No bo skoro z nia jest nudno to po co to ciagnac….
    Ja jestem w tej szczesliwej sytuacji, ze potomstwa nie posiadam. Posiadam za to partnera, dla ktorego nie jest dziwne, ze chce czasami wyjechac gdzies SAMA 🙂
    Czego i Tobie zycze 🙂 Znaczy wyjazdu, bo partner to w ogole nie wiem czy dobry wynalazek jest.

  4. sama właśnie się nad tym zastanawiam… może to dobrze mieć jednak takiego dochodzącego jak ja?
    Powiem szczerze, że to zależy od momentu w życiu… teraz myślę, że to dobrze. ale za 5 minut mi może się zdanie zmienić 😉

  5. No właśnie. Po co? Na zdrowy rozsądek jakieś potrzeby musi nam zaspokajać, żeby być użytecznym.
    Bezpieczeństwa czy przynależności. Albo chociaż podnosić nam samoocenę przez możliwość poświęcania się dla niego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s