Jak dobrze :)

Angina odeszła w niepamięć. Na dodatek udało mi się nie zarazić żadnego dziecka. A to już bajecznie wprost.
Mogłam zacząć znów coś się ruszać. Kulinarnie sezon na ciasta owocowe mnie dobija. Ale kto się potrafi oprzeć drożdżówce z rabarbarem albo innemu biszkoptowi z truskawkami?

BTW drożdżówkę piekłam jak zwykle z lękiem. Kocham kruszonkę i z tej miłości, potrafię ciasto tak nią przyozdobić, że nie wyrasta tak jak powinno. Tym razem udało mi się wyciąć inny numer. Mam małego hopla na punkcie porządku w trakcie kuchennych poczynań. Przygotowuję. Odmierzam.  W kubeczkach i miseczkach. Chodzi o to, żeby potem na przykład nie sięgać po torebkę cukru – ręką już w ugniatanie ciasta zaangażowaną. To takie tło.
Stoją sobie te kubeczki, po kolei wykorzystuję ich zawartość. Mieszam, odstawiam do wyrośnięcia, układam rabarbar, nagrzewam piekarnik, sypię kruszonką, wstawiam do pieca. Sprzątam co tam jeszcze na blacie pozostało… I oczywiście okazało się, że przygotowanego, stopionego masła nie dodałam. Trochę się martwiłam, co to wyrośnie, ale wyrosło całkiem nieźle. Nawet lepiej niż zazwyczaj.
Ilustracji fotograficznej nie ma. Ale zeżarłam go niemal sama.

Weekend imprezowo-rodzinny, miło i przyjaźnie. Pracowo staram się nie odzywać, żeby nie powiedzieć za dużo. Chociaż samo się czasami wyrywa. Ale wiadomo jestem oazą spokoju… 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s